Wątek zakładam pod wpływem rozmowy, która wywiązała się pod jednym z naszych postów na Facebooku. Jakub napisał, że pasma nie przeciągamy do klatki piersiowej, tylko do pasma poprzedniego, a klatka jest wyłącznie punktem odniesienia w momencie, w którym chcemy zadbać o prawidłową postawę podczas strzyżenia. Paweł się z tym zgodził, ale dorzucił pytanie, które mnie zatrzymało: czy fryzjerstwo bazuje tylko na jednym systemie i metodzie? Bo jeśli wyciągniemy pasmo horyzontalnie, przyciągając do klatki i uzyskując tym samym kąt dziewięćdziesięciu stopni względem podłoża, to czy również nie dostaniemy kwadratu? A przyciągając w kierunku brzucha trójkąta, a w kierunku podbródka koła? Szkoda, żeby taka wymiana zginęła w komentarzach pod reklamą, więc przenoszę ją tutaj.
Zacznę od tego, że pytanie Pawła jest dobre i odpowiedź brzmi tak, te kształty da się w ten sposób uzyskać. Tylko warto nazwać, dlaczego. Kiedy przeciągasz każde kolejne pasmo do poprzedniego, pasmo pamięci wędruje z tobą po głowie i kształt zapisuje się na głowie. Kiedy przeciągasz wszystko do jednego punktu w przestrzeni, do klatki, do brzucha albo do podbródka, robisz zbieżność. Wszystko schodzi się w jedno miejsce, więc im dalej dany włos ma do tego punktu, tym dłuższy zostaje. Wyżej, do podbródka, mocniej unosisz tył i forma się zaokrągla. Niżej, w stronę brzucha, prawie nie unosisz, długości zostają i dół zbiera się w klin. To działa. To po prostu inna metoda, nie ta sama opisana innymi słowami.
Warto też dopowiedzieć jedno przy tych dziewięćdziesięciu stopniach. Trzeba zawsze wiedzieć, względem czego liczymy. Dziewięćdziesiąt stopni do powierzchni głowy i dziewięćdziesiąt stopni do podłoża to dwie różne rzeczy. Głowa jest kulą, więc kąt do niej zmienia się z każdym centymetrem, kiedy schodzisz z góry w dół. Podłoże i grawitacja się nie zmieniają. Dopóki się nie umówimy, o którym z tych kątów mówimy, potrafimy się kłócić o coś, o co tak naprawdę nie ma sporu.
Jest natomiast jedna realna pułapka w pracy do punktu na ciele. Klatka piersiowa nie jest punktem stałym. Inna szyja, inne barki, inny wzrost, ktoś siada prosto, ktoś się garbi, a ty masz swój wzrost i swój sposób stania przy fotelu. Pasmo pamięci zapisane na głowie jest przenośne. Możesz je opisać, przekazać komuś dalej i powtórzyć za pół roku na tej samej głowie. Dlatego w szkoleniach klatka funkcjonuje najczęściej dokładnie tak, jak pisze Jakub, jako kontrola postawy, a nie jako cel naciągu. Nie dlatego, że drugie podejście nie działa, tylko dlatego, że gorzej się je przekazuje dalej.
Pracuję w tym zawodzie od osiemdziesiątego szóstego roku i pamiętam czasy, kiedy nikt nie mówił o systemach. Uczyłeś się przy stanowisku od mistrza, palcowaniem, nożyczkami na grzebieniu, maszynką na grzebieniu, efilacją brzytwą. Kształt robiło się okiem i ręką, a człowiek po pięciu latach potrafił zrobić piękną formę i nie umiał powiedzieć słowa o tym, jak to zrobił. Systemy dały nam język i to była ogromna zmiana. Ale przy okazji zaczęliśmy mylić język z rzemiosłem i spierać się o definicje zamiast o efekt. System jest mapą, nie terenem. Bardzo przydatną, tylko włosy o niej nie wiedzą.
Ciekaw jestem, jak to wygląda u was przy fotelu. Uczyliście się kształtu przez pasmo wędrujące, czy przez przeciąganie do stałego punktu? A jeśli do punktu, to zmieniacie go, kiedy klient jest wyraźnie wyższy albo niższy od poprzedniego?